Wywiad ze Zbigniewem Bartmanem

Zbigniew Bartman – siatkarz, który odwiedził Liceum Ogólnokształcące
im. Marii Curie-Skłodowskiej w Makowie Mazowieckim.
Zbigniew Bartman jest polskim siatkarzem grającym na pozycji przyjmującego. Ma 30 lat. Posiada tytuł Mistrza Europy z 2009r. oraz olimpijczyka z Londynu z 2012r. Obecnie gra w UPCN Vóley Club. Swoją karierę rozpoczął w 1997r. Towarzyszył kadetom na treningu, który odbył się w wakacje w naszym liceum. Jest bardzo miłym i otwartym człowiekiem. Cieszymy się, że zgodził się z nami porozmawiać.
Zacznijmy od pytania, które nasuwa się jako pierwsze. Jak udało się Panu zostać siatkarzem?

Myślę, że to nie był żaden wielki wyczyn, po prostu poszedłem na swój pierwszy trening siatkówki i właśnie wtedy ten sport mi się spodobał. Ciężko trenowałem, robiłem wszystko co trenerzy ode mnie wymagali. Musiałem przebyć tę samą drogę, którą Ci chłopcy tutaj będą przechodzić. Na początku w klubie, później w reprezentacji młodzieżowej, seniorskiej, i tak wszystkie szczeble po kolei trzeba przejść. Niestety niczego się nie przeskoczy.

Ile miał Pan lat gdy zaczął Pan grać?

Jak zacząłem trenować siatkówkę, miałem 10 lat. W tym wieku chodziłem już na treningi do Metra Warszawa. To była minisiatkówka, trenowało się mniejszymi piłeczkami, odpowiednimi dla dzieci.

Co zmieniło się w Pana życiu po rozpoczęciu kariery?

Co się zmieniło? Jestem zdecydowanie rzadziej w domu, niż tego bym chciał, ponieważ bardzo dużo podróżujemy. Z jednej strony jest to uciążliwe, ale ma też dużo plusów. Poznajemy świat, odkrywamy nowe miejsca. Wiadomo, że jak się występuje w jakimś klubie czy w Rzeszowie, czy w Jastrzębiu, czy gdzieś za granicą – to ma się tam jakieś mieszkanie, w którym się mieszka, ale to nie jest ten prawdziwy dom, w którym spędza się święta Bożego Narodzenia.

Czy znajduje Pan czas po treningu, aby zwiedzać?

Tak, zdecydowanie w sezonie, bo sezon trwa 10 miesięcy. To jest czas na to, żeby wyjść, pozwiedzać, zobaczyć coś ciekawego, ale też jest taki czas, że przychodzą najważniejsze mecze i trzeba się skupić tylko na siatkówce i podporządkować się jej. Wtedy już nie ma czasu na to, żeby wyjść do kina, iść pozwiedzać miasta czy spędzać jakoś aktywnie czas, bo najważniejszy jest odpoczynek i przygotowanie do meczu.

Czy miał Pan takie momenty, że chciał Pan już zrezygnować?

Tak, miałem wiele takich momentów, szczególnie w okresie młodzieżowym, bo siatkówka jest bardzo wymagającym sportem i sukcesy nie przychodzą tak łatwo. Nieraz jest tak, że trenujemy 2 lata i nie widzimy tego znaczącego postępu, który człowiek by chciał osiągnąć. Wtedy pojawia się taka myśl: kurczę, czy na pewno to jest to, co ja powinienem robić, może się po prostu do tego zwyczajnie w świecie nie nadaję ..., ale trzeba zacisnąć zęby, zakasać rękawy, próbować jeszcze bardziej, starać się dawać z siebie „maxa” i wtedy na pewno przychodzi ten moment, kiedy tę barierkę się przeskakuje. Przekonujemy się, że jesteśmy coraz lepsi, że gra się lepiej i zaczyna to sprawiać większą frajdę. Było także dużo momentów zwątpienia, szczególnie u chłopców, którzy tutaj są, mają po 16 lat i przyjechali na ten obóz. Inaczej trenują tutaj, niż tam u siebie w klubach. Na pewno mają momenty zwątpienia, przez to, że trener na nich nakrzyczy, za coś, co robią nie tak i później jest ciężko. Trenują codziennie po dwa razy, więc mogą być zmęczeni. Pewnie zaczynają się zastanawiać czy dadzą radę? Czy są w stanie sobie z tym poradzić? Ale są to najważniejsze momenty w życiu takich młodych ludzi, bo wtedy budują swój charakter, uczą się o sobie, poznają swoje możliwości i utwierdzają w przekonaniu, że warto przekraczać swoje granice po to, aby stawać się lepszym, silniejszym i bardziej doświadczonym.

Czy od dziecka chciał Pan zostać siatkarzem?

Nie, niezupełnie. Od dziecka byłem bardzo energiczny, miałem niespożyte zasoby energii. Bardzo wcześnie miałem doczynienia ze sportem, bo jak ja byłem dzieckiem to w telewizji, w kinie najbardziej popularne filmy to z postaciami, takimi jak Rambo czy Arnold Schwarzenegger, więc każdy chciał uprawiać jakieś sporty walki. Ja w wieku 4 lat zaczynałem od trenowania karate, żeby gdzieś tą swoją energię spożytkować. Później w wieku 7 lat przez bardzo krótki okres grałem w piłkę nożną, lecz nie miałem talentu do tego sportu, wielkim piłkarzem nigdy bym nie był. Na szczęście, jako dziecko szybko to zrozumiałem i następnie trenowałem przez 3 lata koszykówkę. Tak się złożyło, że z siatkówką miałem zawsze doczynienia ze względu na ojca, bo on grał w nią i zabierał mnie na swoje rozgrywki. Miałem 2 lata, kiedy pierwszy raz wszedłem na halę i dostałem piłkę w swoje ręce. Kiedy trenowałem karate, potem piłkę nożną, koszykówkę nigdy nie wiązałem swojej przyszłości z siatkówką. Dopiero jak poszedłem na pierwsze zajęcia zorganizowane z siatkówki do Metra Warszawa, to bardzo mi się to spodobało. Pomyślałem: to bym chciał robić, fajnie by było grać w siatkówkę kiedyś … :)

Jak wygląda dieta takiego sportowca jak Pan?

Dieta w dzisiejszych czasach jest bardzo istotna, ponieważ w dużej mierze to jedzenie, które jest produkowane nie ma tyle wartości i właściwości spożywczych co 30-40 lat temu. Żywność jest coraz bardziej przetwarzana, nawożona, ma w sobie dużo więcej cukru. Pszenica nie ma tak jak 30 lat temu 11% glutenu w sobie, tylko 50%. Więc moja dieta polega przede wszystkim na tym, żeby wyeliminować 2 najgorsze składniki z pożywienia jakim jest cukier i pszenica. W zależności od okresu treningowego, czy jest to okres meczowy, czy czas przygotowań (tak jak jesteśmy teraz), to zmienia się balans węglowodanów, białek i tłuszczów. Mam taką piramidkę, w której te składniki odżywcze przemieszczają się z góry na dół w zależności od tego, w jakim momencie się znajdujemy.

Jaka jest atmosfera pomiędzy Panem, a kolegami z drużyny?

Każdy zespół tę atmosferę musi sobie wypracować. To jest dość skomplikowany proces, ponieważ nieraz jest tak, że poznajemy nowego człowieka i od razu łapiemy z nim niesamowity „feeling”, bo nadajemy na tych samych falach, a z innym człowiekiem potrzeba troszeczkę więcej czasu spędzić, żeby się lepiej poznać. Są różni ludzie, jedni są bardziej otwarci, inni zamknięci w sobie. Dla mnie idealnym takim przykładem jest Michał Łasko, z którym występowałem 2 lata w Jastrzębiu. Mimo to, że graliśmy razem 2 lata w tej samej drużynie to nie byliśmy wielkimi kolegami, po prostu byliśmy znajomymi z pracy. Przychodziliśmy, jeden drugiego szanował, ale nie było takiej sytuacji, żebyśmy razem się spotykali na kolacji, poza halą, czy poszli do kina. Dopiero jak zaczęliśmy razem grać w Chinach i spędzaliśmy bardzo dużo czasu razem, wtedy dopiero się poznaliśmy. Mogę teraz śmiało powiedzieć, że jest to jeden z moich najlepszych przyjaciół i nawet w tym roku miałem okazję odwiedzić Michała w Rzymie i być u niego w domu. Tak się poznaje ludzi i tak się tworzy przyjaźnie na całe życie.

Czy ma Pan inne zainteresowania oprócz siatkówki?

Oczywiście, że mam. Sława mnie w pewien sposób ogranicza, dlatego nie mam tyle czasu, żeby te swoje zainteresowania realizować i rozwijać w 100% tak jakbym chciał. Ale podróżowanie i zwiedzanie świata jest dla mnie bardzo istotne, ze względu na to, że człowiek dużo podróżując rozwija się i uczy. Moim hobby jest również kinematografia. Interesuję się filmem, wyszukuję nowości, jakie nowe filmy są tworzone, jakie są aktualnie w produkcji, co ciekawego można obejrzeć z różnych gatunków. Oglądając dobry film mogę się zrelaksować, odstresować i odłączyć od świata, żeby nie myśleć tylko o siatkówce, treningach i innych rzeczach, które są na co dzień bardzo ważne.

Czy gdyby Pan miał jeszcze raz zostać siatkarzem to zgodził by się Pan?

Oczywiście, myślę że jakbym miał teraz 10 lat i wiedział to, co wiem teraz, to nie zmieniłbym swojej decyzji i nawet te podjęte, które czasem są błędne, uczą nas na przyszłość. Dzięki temu nabieramy doświadczenia i stajemy się mądrzejszymi ludźmi. Później wyciągamy wnioski z danych sytuacji i staramy się nie popełniać już tych samych błędów. Najważniejsze jest to, aby obrać swój cel i mimo wszystko iść w dobrym kierunku. Więc uważam, że małe potknięcia odgrywają ogromną rolę w naszym życiu i niczego nie żałuję.

Ile trwa przeciętny trening?

Zależy to od tego, w jakim okresie się znajdujemy. Tak jak teraz, jest czas przygotowawczy. Przyjechaliśmy na 9.30, skończyliśmy o 12, czyli można się przerazić, bo to wychodzi 2,5 h treningu i po południu będzie znowu 2,5 h. Gdy jest sezon meczowy, to trening nie będzie trwał 3 h, tylko 1,5 h. Jeżeli zaczynają się play offy i gra się o najważniejsze mecze to wiadomo, że końcówka sezonu jest najbardziej nerwowa i wymaga dużego odpoczynku. Dlatego nie trzeba aż tyle trenować, ponieważ wskazany jest czas na regeneracje. Najważniejsze jest przygotowanie siatkarzy do tego, żeby fizycznie dobrze się czuli. Należy powtórzyć podstawowe elementy tak, by zawodnicy byli gotowi wytrzymać wysiłek meczowy.

Co Pan poleca osobom, które chciałyby również uprawiać tę dyscyplinę sportu?

Na pewno nie zniechęcać się. Bo tak jak mówiłem, siatkówka jest trudnym sportem, który wymaga bardzo wielu powtórzeń. Jeśli weźmiemy piłkę do piłki nożnej, zorganizujemy 10 osób, damy im tę piłkę, to się nagrają, będą spoceni i szczęśliwi. Jeden kopnie w lewo, drugi kopnie w prawo, ale wszyscy będą zadowoleni, bo sobie pobiegają. Komuś wpadnie piłka do bramki i jest rewelacja. A w siatkówce jest zdecydowanie trudniej, ponieważ tę piłkę trzeba jednak utrzymać cały czas w powietrzu, co wymaga dużej precyzji. Także najważniejsze jest to, aby się nie poddawać, być wytrwałym i dążyć do celu.

Lubi Pan swoją pracę?

Oczywiście, że tak. Gdybym nie lubił, to dzisiaj by mnie tutaj nie było, bo tak naprawdę mam jeszcze wakacje. Dopiero w sobotę jadę do klubu, gdzie zaczynam przygotowania do sezonu. A trenuję już od ponad trzech tygodni, także trzeba to lubić, albo być masochistą, żeby się nad sobą znęcać.

Czego Pan nie lubi w tym sporcie?

Czego nie lubię? Na pewno tym co mi przeszkadza, jest próba zmiany tego sportu. Od wielu lat działacze z Międzynarodowej Federacji Siatkówki co chwilę starają się wymyślić jakieś nowe przepisy, żeby ten sport jeszcze bardziej uatrakcyjnić albo zmienić. Nie lubię też błędów sędziowskich, chociaż to jest normalne, bo tak jak mówiłem wszyscy jesteśmy ludźmi i wszyscy popełniamy błędy. Dlatego bardzo dobrym rozwiązaniem było wprowadzenie systemu challange. Jednak nieraz jest tak, że jedna akcja może zmienić cały obraz spotkania przez błąd sędziowski.

Czy ma Pan czas dla rodziny?

Tak, jasne. Czas dla rodziny powinien być najważniejszy w naszym życiu, bo siatkarzami całe życie nie jesteśmy. Kiedyś ta kariera się kończy i trzeba mieć tego świadomość, a jednak najbliżsi cały czas są przy nas. Oni nas wspierają, dają energię, są z nami w dobrych i złych chwilach. To jest największy skarb jaki mamy i trzeba potrafić go docenić oraz pielęgnować, a siatkówka to jest tylko dodatek.

Czy oprócz bycia siatkarzem robi Pan coś jeszcze?

Tak, aktualnie jestem na trzecim roku studiów i piszę licencjat. Oprócz tego, że gram w siatkówkę to jeszcze staram się wkuwać. Wcześniej tych studiów nie mogłem zacząć, bo w wieku 20 lat grałem za granicą i nie miałem takiej możliwości.

Kiedy chce Pan skończyć swoją karierę?

Z siatkarzami, w ogóle ze sportowcami jest tak, że każdy z nas ma swój termin przydatności, tylko go nie znamy. Jeden może zakończyć swoją karierę w wieku 20 lat, drugi będzie miał więcej szczęścia, zdrowia i będzie grał do 40. Każdy by sobie życzył grać jak najdłużej, bo to jest nasza praca. Ponadto dobrze opłacalna. Liczę na to, że będę zdrowy i uda mi się wytrwać do końca.

Jakie ma Pan marzenia?

Myślę, że moim największym marzeniem jest to, żeby moja rodzina była zdrowa, szczęśliwa i kochająca się. To jest takie życiowe, największe pragnienie. Oprócz tego chciałbym zdobyć medal Igrzysk Olimpijskich lub wziąć plecak i przejść Amerykę od Meksyku do Kanady, jak to robili szlakiem Indianie. Tak jak każdy, mam marzenia mniejsze i większe, ale każde warte spełnienia.

Który mecz pozostał Panu najbardziej w pamięci?

Jak mam się tak zastanowić to taki jeden konkretny nie, ponieważ takich wyjątkowych spotkań, które pozostały w pamięci było wiele. Na przykład finał Ligi Światowej, gdy graliśmy z Amerykanami w Sofii czy mecz Pucharu Świata w 2011 roku, kiedy graliśmy z Brazylią. Potrzebne były nam wtedy dwa sety, żeby awansować do Igrzysk Olimpijskich. Ponadto mecz z Bułgarią, który bardzo dobrze pamiętam z mniej pozytywnych względów, bo doznałem swojej pierwszej poważnej kontuzji w życiu. W sezonie rozgrywa się ok. 40-60 spotkań, z których 50 z nich nie jest warte zapamiętania, a te 10 na długi okres zostaje w pamięci.

Czy dużo miał Pan kontuzji?

Miałem trzy poważne kontuzje w swoim życiu. Pierwszej doznałem w 2011 roku, kiedy naderwałem łydkę podczas finału Ligi Światowej w meczu z Bułgarią. Drugą, jak wróciliśmy z Pucharu Świata również w tym samym roku. Pękła mi kość strzałkowa. Po prostu nie wytrzymała ilości obciążeń. Pojechaliśmy do Japonii na niezwykle ciężkie rozgrywki. W 14 dni trzeba rozegrać 11 spotkań, także nie ma czasu na chwile słabości. Każdy mecz się liczy, bo gra każdy z każdym. Nie można odpuścić żadnego spotkania, ponieważ nawet jeden przegrany set może się liczyć w ogólnym rozrachunku. A jeśli o tym mowa, pamiętam świetnie mecz, który przegraliśmy z Iranem 3:2. To była nasza pierwsza porażka w Pucharze Świata. Bodajże był to 7 albo 8 mecz, który tam rozgrywaliśmy. Byliśmy zawiedzeni, że pozwoliliśmy sobie na taką porażkę. Także...... eeee a jakie było pytanie bo się zagubiłem? :) A dobra o kontuzji, także to była druga kontuzja na Pucharze Świata ze strzałką. Trzeciej kontuzji doznałem w Jastrzębskim Węglu. Pękła mi kość w łokciu i niestety musiałem przejść operację. Aktualnie wszystko jest w porządku. Mam nadzieję, że żadne poważne kontuzje mnie nie spotkają.

Czy z uwagi na to, że jest okres wakacyjny preferuje Pan siatkówkę plażową, czy jednak woli Pan zostać przy halowej?

Lubię bardzo siatkówkę plażową, bo kto nie lubi piasku, słońca, ładnej pogody i dobrej zabawy? Ale traktuje ją na obecnym etapie bardziej jako rozrywkę, niż sposób na życie, czy zawód. W tym roku zdarzyło mi się kilka razy wyjść na piasek, pograć ze znajomymi, może raczej pobyć na piasku razem z piłką. :)

Dziękujemy za poświęcony czas i życzymy wielu sukcesów! :)

Wywiad przeprowadziły: Monika Karczewska i Marta Jakubiak